Z Warszawy do Barcelony przylecieliśmy o północy, zmęczeni 3-godzinnym lotem marzyliśmy o dotarciu do naszego hotelu, który mieścił się przy samej La Rambla, czyli najsłynniejszej ulicy/deptaku w Barcelonie.

Po dotarciu autobusem (bilet kosztuje jedyne 2,15 Euro) do Placu Katalońskiego, od którego odchodzi La Rambla, chłonęliśmy atmosferę Barcelony. Była sobota w nocy, więc na La Rambla znajdowało się wyjątkowo dużo ludzi w fantastycznych, zabawowych nastrojach, dlatego zostawiliśmy bagaże w pokoju i od razu poszliśmy na krótki spacer.

Dzień 1 – niedziela

Wyspani i głodni nowych wrażeń (no i oczywiście owoców morza) ruszyliśmy na targ La Boqueria, który widzieliśmy z okien naszego pokoju hotelowego. Niestety spotkała nas przykra niespodzianka, targ, jak i większość sklepów w niedziele są  w Barcelonie pozamykane. Bez planu awaryjnego na śniadanie, postanowiliśmy poszukać czegoś smacznego w drodze do:

Casa-batillo

Casa-batillo-tourist

Casa Batlló – zwanej również „Domem Kości”, jest to dom rodziny Batlló i jednocześnie najwspanialsze dzieło Gaudiego. Kolorowa mozaika sprawia, że dom wygląda jak z bajki, za to kolumny przypominające kości zdają się być z horroru. Casa Batlló dopiero od niedawna zostało udostępnione zwiedzającym. My nie mieliśmy okazji obejrzeć wnętrz Casa Batlló, długa kolejka po bilety skutecznie nas zniechęciła, zadowoliliśmy się zaskakującym widokiem z zewnątrz. Następnie poszliśmy do położonego niedaleko:

La Perdera

La Pedrera (czyli Kamieniołom) – zwana również Casa Milà, jej fasada jest (podobno) charakterystycznie pofałdowana, niestety w czasie kiedy my byliśmy w Barcelonie fasada La Pedrera była remontowana i zasłonięta wielkim banerem reklamowym (zapewne) sponsora renowacji. La Pedrera również jest dziełem Gaudiego, który miał na celu wybudowanie domu będącego dziełem sztuki niepozbawionym walorów praktyczności. Niestety i tym razem odstraszyła nas długa kolejka za biletami, więc darowaliśmy sobie marnowanie czasu, gdyż zależało nam na dotarciu do Muzeum Picassa na godzinę 15.00, po drodze przechodząc przez okazały…

Łuk-triumfalny-barcelona

Łuk Triumfalny – bardzo bogato zdobiony, co ciekawe, został on wybudowany z cegieł. Na mnie Łuk Triumfalny w Barcelonie wywarł o wiele większe wrażenie niż ten w Paryżu. Natomiast po króciutkim spacerze od Łuku Triumfalnego można odpocząć w…

Park-Ciutadella

Park Ciutadella – my byliśmy tam w piękną, słoneczną, bardzo ciepłą niedzielę, więc spotkaliśmy wiele rodzin z dziećmi i grupy przyjaciół relaksujące się na trawie, organizujące pikniki lub po prostu opalające się. Zdziwiło nas to, że Barcelończycy zamiast na plaży wolą leżeć w parku, tym bardziej, że oba miejsca są całkiem blisko siebie, dlatego też postanowiliśmy sprawdzić co jest nie tak i poszliśmy na…

plaża-Barcelona

Barcelońską plażę – jeśli ktoś na co dzień mieszka w Warszawie to cieszy się z każdego skrawka prawdziwej plaży i morza, ale rzeczywiście plaża w Barcelonie nie zachwyca, jest wąska i zatłoczona, a woda w morzu jest zimna i brudna, do czego przyczynia się pobliski port. Jedynym plusem tego miejsca są knajpki przy plaży, uwielbiam siedzieć sobie w takim nadmorskim pubie/restauracji, spoglądać na morze i jeść smaczny kąsek, na szczęście nad polskim morzem jest coraz więcej takich miejsc.

Idąc z plaży w stronę Muzeum Picassa, całkiem przypadkiem minęliśmy Muzeum marihuany…

muzeum-Marihuany

Następnie udaliśmy się do Barri Gótic – czyli historycznego centrum miasta z tajemniczymi zaułkami i skarbami architektury. W upalne dni Barri Gótic pozwala na odsapnięcie od wysokich temperatur, gdyż jest bardzo zacienione, a od kamieni czuć lekki chłód. W Barri Gótic czułam się jak w mojej ukochanej Wenecji – wąskie uliczki, tłumy turystów i pojedynczy mieszkańcy przemykający do swoich domów.

Po godzinie 15.00 docieramy do Muzeum Picassa, do którego w niedzielę, od godziny 15.00 bilety są bezpłatne, ale ta kolejka… Wiem, to może wyglądać jakbym miała obsesję na punkcie stania w kolejce, ale tak nie jest, nie przesadzajmy. Wyglądało to tak jakby wszyscy turyści i połowa mieszkańców Barcelony nagle postanowiła zapoznać się z wczesną twórczością Picassa. Widzieliśmy już wiele obrazów Picassa, m.in. w Luwrze (tu), w MoMa i w muzeum Solomona Guggenheim’a, jak najbardziej zachwycamy się twórczością Picassa, ale postanowiliśmy, że na chwilę obecną starczy nam obcowania z jego sztuką, bo kolejka pewnie stała do nocy, a na nas czekały jeszcze…

fontanny-Barcelona

fontanny

Magic Fountain of Montjuic – pokazy ze światłami i muzyką odbywają się od czwartku do niedzieli w godz.: 21.00 – 22.00, a my w czwartek wyjeżdżamy, więc niedziela to był jedyny możliwy termin. Na wzgórze Montjuic planowaliśmy wjechać kolejką linową, która kursuje do godziny 20.00, ale przemiły Pan poinformował nas, że ostatni wjazd jest o godzinie 19.00, więc wybraliśmy się na bardzo długi spacer w stronę fontann. Tłem Magicznych fontann jest przepiękny, położony na wzgórzu Castell de Montjuic. Na pokaz przybyło mnóstwo turystów i mieszkańców Barcelony, dlatego żeby lepiej zobaczyć to wspaniałe widowisko warto wejść na schodki wspaniałego Castell de Montjuic i oglądać fontanny na lekkim podwyższeniu. Pokaz był naprawdę warty obejrzenia, nie miałam jeszcze okazji widzieć tego w Warszawie (wstyd się przyznać, skoro tu mieszkam), więc niestety nie mogę porównać ze stołecznymi fontannami.

Castell-de-Montjuic

Po tak intensywnym dniu wróciliśmy do hotelu metrem i pełni wrażeń padliśmy zmęczeni na hotelowe łóżko. Dzięki rezygnacji ze stania w kolejkach po bilety mogliśmy odwiedzić tyle miejsc, tym bardziej, że z zewnątrz też robią wrażenie.

To tyle z naszego pierwszego dnia zdobywania Barcelony.

A Wy planujecie w najbliższym czasie odwiedzić Barcelonę?