Dzień 3 w Barcelonie

Z uwagi na całonocną fiestę z okazji Zielonych Świątek większość sklepów była pozamykana, co najgorsze również targ La Boqueria był zamknięty, co popsuło nasze plany śniadaniowe układane poprzedniej nocy przed zaśnięciem. W końcu na targu La Boqueria można znaleźć tyle pyszności, że trzeba było skrupulatnie zaplanować poranną konsumpcję żeby na wszystko starczyło miejsca.

La-Boqueria

Jednak długo nie rozpaczaliśmy nad zamkniętym targiem, bo wiedzieliśmy, że po drodze do Sagrada Familia znajdziemy jakieś smaczne tapas. Najedzeni małymi przekąsami, których głównymi składnikami były owoce morza stanęliśmy na końcu długiej kolejki do Sagrada Familia. Na szczęście po chwili podszedł do nas pewien turysta i wytłumaczył po angielsku, że jest on z grupką znajomych i potrzeba im jeszcze dwóch osób żeby stworzyć grupę dzięki czemu będzie można kupić taniej bilety, ale co najważniejsze, nie stać w tej długiej kolejce. Oczywiście zgodziliśmy się bez wahania i już po paru minutach byliśmy na terenie „najsłynniejszego placu budowy w Hiszpanii”.

sagrada-familia-view

Ogrom tego przedsięwzięcia rzeczywiście zapiera dech, ale tylko zewnętrzna część świątyni. Do tej pory zdążyliśmy być w wielu innych kościołach/świątyniach robiących niesamowite wrażenie, takich jak słynna Katedra Notre Dame w Paryżu, Katedra Świętego Patryka w Nowym Jorku, czy jedynym z kościołów baptystycznych na Brooklynie, więc pewnie dlatego wnętrze Sagrada Familia wydało mi się puste, parę ławek i wszędzie beton. Szczerze mówiąc byłam trochę zawiedziona. Co nie zmienia faktu, że chciałabym wrócić do Sagrada Familia jak już będzie całkowicie ukończone.

sagrada-familia-inside

sagrada-familia-inside-2

Jak pisałam w poprzedniej notce (tu), jadąc dzień wcześniej motorem na Tibidabo chcieliśmy całą wycieczkę nagrać kamerą Go Pro, ale niestety w połowie trasy skończyła się bateria, dlatego po zwiedzeniu Sagrada Familia raz jeszcze wypożyczyliśmy motor i udaliśmy się na szczyt góry, tym razem z naładowaną kamerą.

tibidabo-top

Dzień 4

Ostatni dzień naszego zwiedzania Barcelony rozpoczęliśmy oczywiście na targu La Boqueria, gdzie objedliśmy się świeżymi owocami morza i zwykłymi owocami, m.in. truskawkami w czekoladzie. Jeśli zastanawiacie się czy jesteśmy aż takimi łasuchami, to przyznaję: jak najbardziej nimi jesteśmy, uwielbiamy smacznie zjeść, a jak nie jemy, to bardzo często o jedzeniu rozmawiamy i planujemy kolejne kulinarne wycieczki.

food

Jak już wcześniej pisałam, mieszkaliśmy przy samej słynnej La Rambla, zaraz obok targu La Boqueria, więc codziennie, niestety zazwyczaj w pośpiechu, przechodziliśmy również przez Plac kataloński (Plaça Catalunya), tzw. serce Barcelony. Jednak tym razem postanowiliśmy trochę zwolnić, zrobić parę zdjęć i poobserwować to tętniące życiem i zawsze zatłoczone miejsce. Na środku placu znajduje się fontanna, a wokół niej jest mnóstwo zieleni i stoją posągi nawiązujące do starożytnych wzorców.

plac-kataloński

Placa-catalunya

Z placu katalońskiego udaliśmy się do portu, w którym można zaobserwować wiele robiących wrażenie jachtów oraz statków i choć na chwilę rozmarzyć się, że kiedyś sobie taki wypożyczymy i spędzimy parę cudownych dni na otwartym morzu.

Poza niesamowitymi jachtami i statkami w porcie znajduje się wieża z której kolejką linową można się dostać na wzgórze Montjuïc, z którego rozpościera się niesamowity widok na całą Barcelonę. Już sama jazda kolejką linową zrobiła na nas wrażenie, bo kabina kolejki jest panoramiczna, więc z każdego miejsca można podziwiać port jak i całą Barcelonę. Kolejka zabrała nas prosto do pięknych ogrodów Montjuïc, gdzie wśród soczystej zieleni mogliśmy chwilę odpocząć od tętniącej życiem Barcelony, jednocześnie napawając się fenomenalnymi widokami.

kolejka montjuic

Na koniec tego dnia, jak i kilkudniowego zwiedzania udaliśmy się na przepyszną kolację składającą się z wielu różnych owoców morza na przystawkę oraz paelli na główne danie, co oczywiście popijaliśmy przepyszną sangrią…

paella-sangria

Pomimo tego, że każdy wyjazd do innego miasta czy kraju to pewnego rodzaju odpoczynek, jednak ja osobiście nie traktuję kilkudniowego zwiedzania jako urlopu, owszem, trochę odpoczęliśmy i naładowaliśmy baterie na dłuższy czas, ale to nie to samo co leżenie plackiem na plaży, o którym marzę. Co do jednego jestem pewna, ten wyjazd całkowicie zadowolił mnie kulinarnie, Barcelona pod tym względem wymiata.

port-w-barcelonie

Mam nadzieje, że zachęciłam Was do odwiedzenia tego cudownego miasta jakim jest Barcelona.

To kiedy się wybieracie?