W końcu, po 16 dniach w szpitalu wyszliśmy do domu…

Całe szczęście, że tatko mógł być z nami przez cały ten czas, inaczej bym (chyba) oszalała, a tak serio to jestem przekonana, że nie dałabym rady opiekować się moją cudowną kruszynką. Z powodu pewnych problemów, które się pojawiły, tzw. infekcji okołoporodowej (cokolwiek to znaczy), dostawałam różne antybiotyki, przez co byłam bardzo osłabiona. Momentami bałam się brać malutką na ręce, bo czułam, że nie mam wystarczająco siły. Kompletnie nie wyobrażałam sobie jak miałabym się nią zajmować sama przez całą noc. Wiadomo, na oddziale są położne, ale mają też inne pacjentki i maluszki pod opieką, a w szpitalu, w którym rodziłam nie zabierają maluszków na noc na oddział noworodków, ale słyszałam, że w niektórych szpitalach tak się dzieje kiedy mamy nie mają siły na opiekę, szczególnie nocą.

Codziennie w czasie obchodu położniczego miałam nadzieje, że wreszcie powiedzą, że nas wypisują. Za każdym razem kiedy to nie następowało, było mi bardzo przykro, ściskało mnie w dołku, że moja rodzina, moje słodkie maleństwo musi przebywać w szpitalu, że nie mogę pokazać jej naszego (tymczasowego) mieszkania, że nie może zasypiać w swoim łóżeczku, że nie możemy wyjść na spacer ani nawet „się powerandować”.

Wreszcie wszyscy mówili nam, że następnego dnia wychodzimy do domu, więc kiedy okazało się, że musimy zostać jeszcze jeden dzień to zaczęłam wątpić czy w ogóle kiedykolwiek wyjdziemy… Kiedy nadszedł moment wyjścia ze szpitala było to dla mnie niesamowite uczucie,  aż się wzruszyłam jak obserwowałam przez szybę samochodu tyle pędzących ludzi, normalne, codzienne, zwyczajne życie.

Jednak tak naprawdę nasz długi pobyt w szpitalu miał też mnóstwo plusów. Położne przeszkoliły nas w opiece nad naszym małym człowieczkiem. Kiedy tylko działo się coś niepokojącego dzwoniliśmy po położną i dowiadywaliśmy się jak należy w różnych sytuacjach postępować, jak nosić i masować brzuszek w czasie kolki, czym się przejmować a czym nie.

Mimo wszystko, dzień po wypisie ze szpitala, widząc piętrzące się pranie i jedząc śniadanie dopiero po południu, a obiad w porze kolacji, przez chwilę pomyślałam, że może jednak w szpitalu nie było aż tak źle…

A Wy jak długo byłyście w szpitalu po porodzie? Jak wspominacie ten czas?